Czym się różni nadwyżka finansowa od oszczędności, czyli o różnicy między tym co potencjalne a realne :)

Dziś chciałbym Wam zaprezentować wpis nieco inny od dotychczasowych. Nie znajdziecie w nim garści porad „w formie poradnikowej”, ani liczenia w excelu. Będzie za to trochę dyskusji, trochę teorii, ale spokojnie, będzie to absolutne minimum. W czym rzecz? Oczywiście w nieszczęsnej nadwyżce finansowej.


Nadwyżka finansowa a oszczędności


Już kilkakrotnie wyraźnie rozróżniałem nadwyżkę finansową od oszczędności, uczulając na mylenie tych dwóch pojęć. Chciałbym zaznaczyć, że nie chodzi mi o rozróżnianie w kontekście poprawności językowej, precyzji wysławiania się (bo sam czasami używam te pojęcia zamiennie), ani w kontekście konsekwencji w stosowaniu terminów, które już kiedyś przez kogoś zostały zdefiniowane w publikacjach naukowych. Każdy definiuje pojęcia jak chce i używa ich w kontekście jakim chce.

Czasem jednak używanie pewnego wyrażenia potencjalnie wieloznacznego (a takim pojęciem są niewątpliwie oszczędności) w różnych kontekstach w jednej wypowiedzi prowadzi do nieporozumień i działa na naszą niekorzyść. Skutkiem może być np. tylko wrażenie tworzenia oszczędności, bo niby cały czas oszczędzamy a efektu w postaci rzeczywistych oszczędności na koncie nie ma. A to oznacza brak motywacji do dalszych działań.

Tyle tytułem wstępu, teraz krótko odpowiem na pytanie postawione w tyle wpisu, a potem zatrzymam się nad tym problemem nieco dłużej, aby już więcej nie do niego wracać.

Jeśli doprowadzisz do sytuacji w której Twoje wpływy w danym miesiącu są większe niż wydatki, to powstanie nadwyżka finansowa (potencjalne oszczędności).

Jeśli tej nadwyżki nie wydasz na coś innego  i przekażesz ją np. na rachunek bankowy, to dopiero wtedy powstaną rzeczywiste oszczędności.

KONIEC i  KROPKA

To tak jak w reklamie „TYLE MAMY OSZCZĘDNOŚCI ILE MAMY NA KONCIE”. Tak przy okazji uważam, że ING zrobił kawał dobrej roboty uzmysławiając ludziom na czym polega tworzenie rzeczywistych, a nie potencjalnych oszczędności.



A teraz trochę szerzej…

Przede wszystkim chciałem podkreślić, że używanie pojęcia oszczędności i przymiotnika oszczędnościowy w różnych,często błędnych, kontekstach jest powszechne. Czasami nawet można mówić o celowym wprowadzaniu w błąd. Np. ktoś przychodzi do doradcy, chce ulokować swoje nadwyżki w jakimś produkcie oszczędnościowym w domyśle – bezpiecznym ale nisko oprocentowanym. Nie chce inwestycji, która co prawda może dać większy zysk, ale jest ryzykowna. Wybiera produkt, który w nazwie ma oszczędnościowy. A po czasie okazuje się,  że ulokował pieniądze w ryzykownych funduszach inwestycyjnych, które przypadkiem „opakowane” są w produkt, który tylko w nazwie ma przymiotnik oszczędnościowy.



Wracając do relacji między nadwyżką finansową a oszczędnościami…

W ramach pracy dydaktycznej na uczelni mam przyjemność prowadzić wykład z zarządzania finansami osobistymi. Rok w rok, niemal wszyscy słuchacze są zaskoczeni, gdy wyraźnie rozróżniam te dwa pojęcia. Niektórzy wręcz delikatnie sugerują mi nadgorliwość w klasyfikowaniu i czepialstwo.

Podobnie w doświadczeniach praktycznych. Najpopularniejszą reakcją na moją uwagę, że nadwyżka finansowa to tylko potencjalne oszczędności, jest pobłażliwe kiwanie głową. Sprawę wśród „samych swoich” sprowadzam do opowiedzenia dość ostrego kawału, jak to Jasio pytał ojca czym się różni słowo potencjalnie od realnie. Niestety na łamach bloga, przynajmniej na chwilę obecną, nie chcę przeginać ;). Ci którzy słyszeli to pewnie się uśmiechają, tych którzy nie słyszeli odsyłam do jego treści.

Suma summarum, niezależnie od tego, czy różnicę między nadwyżką finansową, a oszczędnościami wyjaśniam bardziej naukowo, czy w formie dowcipu wśród znajomych, w zdecydowanej większości, jedni i drudzy po części przyznają mi rację. A to już połowa sukcesu!


Teraz małe ćwiczenie


Załóżmy, że w każdym kolejnym miesiącu ograniczasz jakieś wydatki (na telefonie, na jedzeniu w restauracjach, na ogrzewaniu).

Zadam Ci dwa pytania

  1. Jak często, kwotę którą „zaoszczędziłeś” czyli nadwyżkę finansową wydajesz na coś innego?
  2. Jak często, kwotę którą ”zaoszczędziłeś” czyli nadwyżkę finansową przekazujesz na rachunek bankowy i tworzysz rzeczywiste oszczędności?

Odpowiadając na to pytanie, sam chyba zauważasz, że nadwyżka finansowa to tylko potencjalne oszczędności.

Z faktu, że nadwyżka finansowa może być być rzeczywistymi oszczędnościami, nie wynika, że zawsze nimi jest.

Co do zasady warunkiem koniecznym by stworzyć oszczędności jest posiadanie nadwyżki finansowej, ale to nie jest warunek wystarczający.

Podejrzewam, że większość z nas ograniczając wydatki w jednymi miejscu (tworząc nadwyżki finansowe) wydaje je w innym. Zresztą sprawdzimy to w ankiecie na końcu wpisu.

Między sytuacjami dwóch pytaniach postawionych wcześniej jest istotna różnica.

Faktycznie może być tak, że z nadwyżki finansowej powstaną oszczędności. Powiem więcej, powinien to być docelowy punkt starań większości osób usiłujących zapanować nad swoimi finansami, taka kropka nad i. Niestety, jak wcześniej zaznaczyłem, z faktu, że coś może czymś być, nie wynika, że zawsze tym jest. Marnowanie nadwyżki finansowej (zakładając ze w ogóle udało nam się ją uzyskać) jest prawdziwą zmorą. Podejrzewam, że kwestia terminologii i pewien skrót myślowy ponoszą tu częściową winę. Bo nasze skrócone rozumowanie wygląda zazwyczaj tak: zredukuję swoje wydatki w jednym miejscu to zaoszczędzę.  W sensie procesu to się zgadza (ograniczanie wydatków to oszczędzanie). Ale to nie jest warunek wystarczający by powstały rzeczywiste oszczędności na naszym koncie, czyli to czego większość z nas docelowo oczekuje!!! O tym jak ograniczać wydatki pisałem już wcześniej tutaj.


Oszczędzamy i oszczędzamy a oszczędności nie ma – dlaczego tak jest?


Pierwszy powód (o czym już wspominałem) – nadwyżki finansowe uzyskane dzięki ograniczeniu wydatków w jednym miejscu, bardzo łatwo utracić zwiększając wydatki w innym. Chyba każdy to zna.  Zapewne sam potrafisz podać podobny przykład ze swojego życia, gdy pomimo ograniczenia pewnych (najczęściej szczególnie uciążliwych) wypływów Twoje oszczędności na przysłowiowa czarną godzinę wcale nie uległy zwiększeniu.

Drugi powód – to może zaboleć, ale umówmy się, dla zdecydowanej większości z nas, oszczędzanie nie jest najprzyjemniejszą rzeczą pod słońcem. Dlatego w poprzednich wpisach proponowałem by robić to automatycznie, bez zastanawiania się, za pomocą zleceń stałych w przypadku ograniczenia wydatków cyklicznych lub produktów typu mSaver w przypadku wydatków niecyklicznych (konsumpcyjnych).

Samo ograniczanie wydatków i tworzenie nadwyżki jest bardzo ważne, ale niewystarczające by stworzyć rzeczywiste oszczędności. W takim działaniu brakuje „kropki nad i”. Przypomina to nieco pozostawienie otwartych drzwi w najnowszym modelu mercedesa w dzielnicy o wątpliwym bezpieczeństwie. Może i zdarzy się tak, że będziesz miał do czego wracać, ale co do zasady czeka Cię ten mniej optymistyczny wariant. Tak samo pozostawieniem nadwyżki finansowej  np. na „ogólnym” koncie – Faktycznie być może będzie czasami do czego wracać! : )


Co więc powinieneś zrobić?


Pierwsze kwestia: wychodząc naprzeciw uniwersalności plagi  wieloznacznego stosowania pojęć i skrótów myślowych proponuję terapię małymi krokami. Zacznij od zastąpienia dotychczasowych terminów nowymi, bardzo podobnymi: oszczędności potencjalne (zamiast nadwyżka finansowa) oraz oszczędności realne (w miejsce oszczędności).

Jeśli nie czujesz różnicy, jeszcze raz przywołam niezbyt wyszukany dowcip z cyklu o Jasiu nt. różnicy między wyrazami potencjalny, a realny. Wystarczy wpisać w wyszukiwarce google. I chociaż nie namawiam do używania tego typu żartów, to ciężko zaprzeczyć jego potencjalnie edukacyjnym skutkom 😉

Druga kwestia – koniecznie załóż osobny rachunek na który będziesz przelewał systematycznie swoje nadwyżki finansowe, celem tworzenia rzeczywistych a nie potencjalnych oszczędności. Niech ten rachunek to będzie kropka nad i w Twoim oszczędzaniu. Nie trać sił na poszukiwanie najwyżej oprocentowanego rachunku oszczędnościowego. Nie o to w tym chodzi. Nawet jeśli taki znajdziesz, to wiedz, że dziś jest najlepszy za miesiąc już nie. Zresztą przy dzisiejszym oprocentowaniu nawet nie odczujesz różnicy.  Załóż rachunek  jako subkonto w swoim banku albo jeśli chcesz oszczędzać automatycznie skorzystaj z mSavera, który ja polecam (jeśli oczywiście uznasz, że warto).

Trzecia rzecz. Gdybym nie stawiał sobie celu edukacyjnego na tym blogu, to bym jako zaznaczył: używaj pojęć jakich chcesz i kiedy chcesz, ale na co dzień czuj mentalnie i w swoich działaniach, różnicę między tym co potencjalne a tym co realne. Nadwyżka finansowa to jedynie potencjalne oszczędności, to taki przystanek w drodze do rzeczywistych oszczędności.

Czwarta rzecz – polajkuj ten wpis 🙂 i podziel się swoimi przemyśleniami na ten temat.  A jeśli ktokolwiek w Twoim otoczeniu użyje nadwyżki finansowej i oszczędności w roli synonimów – już wiesz jaki artykuł możesz poświęcić jego życzliwej uwadze.

Pozdrawiam

Adam


Ankieta

Jeśli uda Ci się ograniczyć jakiś wydatek, to jak często nadwyżkę finansową przekazujesz na rachunek bankowy?

Zobacz wyniki

Loading ... Loading ...

 

Print Friendly, PDF & Email

9 Comments on Czym się różni nadwyżka finansowa od oszczędności, czyli o różnicy między tym co potencjalne a realne :)

  1. Dobre porady, zwłaszcza założenie oddzielnego rachunku ma sens, oddzielam wtedy pieniądze na bieżące wydatki od oszczędności. Trzymając je razem, jednak jest za duża pokusa, aby je wydać.

    • Pół żartem pół serio, jak masz zawsze nadwyżkę finansową („trwałą i nieskonsumowaną”) to masz oszczędności 🙂 Z jednej strony może się wydawać, że to tylko czepianie się słówek, z drugiej strony w codziennym życiu, większość z nas pewnie zauważa, że nadwyżka finansowa to „prawie” oszczędności, a prawie robi tu wielką różnicę :). W sumie takie myślenie ma swoje uzasadnienie naukowe w postaci błędów poznawczych (heurystyk), ale o tym piszę w książce. Dziękuję za komentarz.

    • Bardzo dziękuję za komentarz, niestety ze względu na pracę mam teraz mam teraz bardzo mało czasu na bloga, stąd brak nowych artykułów i moja „nieobecność” za co bardzo przepraszam…

  2. Ciekawa treść. W życiu nie miałam pojęcia, że istnieje takie pojęcie jak nadwyżka finansowa i że jest to coś innego niż oszczędności. Fakt sama mam problem z oszczędzaniem pieniędzy. I wiele jeszcze przed mną.

  3. Kiedys nie oszczędzałem. Nie dbałem o finanse.NIby zarabiałem dużo ale wydawałem o wiele więcej. Tak wiec większa ilosc pracy wcale nie podnosiła mojego bezpieczeństwa psychicznego i komfortu życia. Aktuanie staram się już tak nie przepracowywać jak w przeszłości.
    Bardziej o siebie dbać. Co miesiąc równiez odkłądam pewną sumę swoich pieniedzy na koncie. Daje mi to duże bezpieczeństwo psychiczne.

  4. Zwał, jak zwał. Ważne, aby bank za darmo nie obracał naszymi pieniędzmi. Warto więc te nadwyżki, czy oszczędności inwestować. Już samo przelewanie z RORu kwoty pieniędzy, której nie potrzebujemy obecnie na konto oszczędnościowe da nam, co prawda marne procenty, ale to już coś (jeśli chodzi o niewygórowane kwoty).
    Szymon z http://www.chwilowkizadarmo.pl

  5. Po zobaczeniu felietonu – pomyślanego jak myślę nie tylko dla menedżerów ale po prostu ogólnie ludzi których interesuje zarządzanie własnym domowym budżetem – naszły mnie wskazówki prof. Wojciecha Eichelbergera z zeszłorocznego szkolenia w którym miałem przyjemność brać udział: „z oszczędzaniem pieniędzy jest jak z asertywnością: najpierw musisz przekonać samego siebie że warto być zdecydowanym, odważnym i nie poddawać się emocjom chwili”. Na szkoleniu brzmi to rzecz jasna prosto ale stosowanie takich zaleceń w rzeczywistej codzienności – to osobny temat. Pozdrawiam autora i czytelników.

Leave a Reply

Twój adres email nie pojawi się na stronie.


*


stat4u